Hip Hop,News

“To nie będą trzy pieśni i kazanie” – Kanye West zakłada kościół!

Kajetan Szewczyk -
Hip Hop,News - - Dodane przez Kajetan Szewczyk

“To nie będą trzy pieśni i kazanie” – Kanye West zakłada kościół!

Stało się! W lutym informowałem Was o tym, że Kanye prowadzi niedzielne posługi dla kręgu swoich bliskich znajomych z wyższych sfer. Teraz dowiadujemy się, że West bardzo poważnie myśli o założeniu swojego kościoła, choć wygląda to na pomysł dosyć odległy od klasycznych struktur tego typu.

– Mówił o założeniu swojego kościoła i o tym, co to dokładnie będzie. (…) To nie będą tradycyjne trzy pieśni i kazanie. Będzie prowadził ludzi do Jezusa za pomocą sztuki i społeczności, która się kocha i wzajemnie o siebie troszczy – mówi źródło magazynu People.

Jak to z różnymi “źródłami” i “osobami w bliskim otoczeniu” bywa – zwykle nie istnieją. Jednak informacje podane przez People legitymizują także wypowiedzi Kim Kardashian. Co prawda o startowaniu kościoła nic tam nie ma, ale żona Kanyego faktycznie przyznaje, że wiara i modlitwa zajmuje w życiu jej męża bardzo istotne miejsce, a sam raper chciałby nieść dobrą nowinę poprzez muzykę.

Cóż – zobaczymy, co z tego będzie, ale Sunday Service na festiwalu Coachella ściągnął tysiące ludzi, więc na brak “wiernych” Kanye z pewnością nie będzie narzekał. Mówiąc o zakładaniu kościoła raczej nie ma na myśli tworzenia struktur i legalizacji tego przedsięwzięcia. Obstawiam, że chodzi o regularne spotkania, tak jak do tej pory, ale dla większej liczby osób – może “msze” na stadionach zamiast koncertów?

fot. kadr z wideo “73 Questions With Kim Kardashian West (ft. Kanye West) | Vogue”, youtube.com/Vogue

Zostaw komentarz

Udostępnij
News
Raperzy, którzy dissowali (przyszłe) partnerki kolegów z branży

Prawilny Kodeks polskiego hiphopowca zakłada, że nie wolno obierać za cel ataków najbliższych rapera. Wyjątkiem stanowią bitwy freestylowe, gdzie startujący tam zawodnicy chętnie opisują, co robią z “niuniami” swoich oponentów. W Stanach obrabianie tyłków dziewczynom raperów jest czymś normalnym. Wystarczy podać przykład trójkąta: Drake-Nicki-Meek Mill. W Polsce raperzy dopiero od nie dawna zaczęli wpadać regularnie w ramiona aktorek, piosenkarek i różnych celebrytek. Losy się tak śmiesznie splatają, że owe panie kiedyś pojawiały się w tekstach kolegów z branży w mało korzystnym świetle. Skrr – sekcję plotkarską, czas zacząć!

“Chciałbyś robić karierę, być Paschalskiej partnerem/ Ku*wa, nie wiem, jak masz zwichrowany dekiel”

To wersy Wojtka Sokoła jeszcze z czasów WWO. Szef Prosto pewnie nie spodziewał się, że po latach jego (były) podopieczny zwiążę się z gwiazdą Klanu. W tym przypadku Sokół delikatnie zasugerował, że pani Kaja to nie jest najlepsza partia dla rapera. Z jakich powodów aktualna partnerka VNMa nie miała dobrej opinii wśród polskich raperów? Czy było związane to z jej solowymi muzycznymi projektami i rolą Oli Lubicz w telenoweli TVP? Powątpiewam, ale Kaja Paschalska była współtwórcą jednego z największych gniotów polskiej muzyki. Kojarzycie “Czikuczikulinkę”? Jeśli nie, to Wam zazdroszczę, ale osoby, które słyszały ten numer wiedzą (niestety) o czym piszę. Funky Filon to pierwszy wyklęty hiphopowiec w polskiej rapgrze. Filon był tak bardzo persona non grata, że nawet najwięksi krytycy nurtu hiphopolo woleli o nim nie wspominać.

Jak myślicie, czy ktokolwiek z tej trójki po latach kojarzył ten wers i wywiązała się dyskusja, czy raczej przeszło to mimochodem?

“Kaja Paschalska mała czikulinka/serialowa s*cz ponoć sypie się jak choinka”

Tu robi się już brutalnie i wulgarnie. Do tego znowu ta biedna Ola Lubicz. Tym razem atakującym rudowłosą aktorkę jest białostocki raper PeIHa. PiHu nigdy nie był typem rapera, który trzymał język za zębami i cenzurował swoje teksty. W kawałku “2005” raper podważył… no sami możecie wywnioskować, co zarzucił pani Paschalskiej. Piha i VNMa nigdy nie połączyła żadna muzyczna współpraca, a sam wers ma już 13 lat, więc nie ma co wracać do starych czasów. Jednak niesmak troszeczkę pozostaję.

“Ty jesteś taka piękna, to Honorata Miodek/ Zapraszam cię do pręta, nie masz talentu w sobie”

Oj i znowu jest brzydko! Tym razem bezpardonowo atakuję KaeN. W tym tygodniu wspominałem już o tym raperze i przebiegu jego kariery. Przez moment próbował wzorem Eminema w obrazoburczy sposób pozaczepiać gwiazdy show biznesu. W numerze “Mów mi Dave”  dostało się m.in. dwóm młodym piosenkarkom: Patrycji i Honoracie Skarbek Miodek. Czy znacie jakąś Honoratę Miodek? No właśnie. W tym przypadku mamy do czynienia nie z dissem, a disem (domysłem i spekulacją). Zawsze w takiej sytuacji można powiedzieć “ja nikogo konkretnego nie miałem na myśli, to tylko postać fikcyjna”. I niech tak będzie, już nie bądźmy tacy złośliwi.

Choć patrząc z perspektywy muzyki jaką dziś robi Kaen, to możliwe, że taki tercet jak Kaen + Smolasty + Honorata Skarbek, stworzyłby hiciora na pierwsze miejsca listy przebojów.

“I Ty drogi królu nie wymawiam trzech liter/ Nie pie*dol Bujakiewicz, weź się do nagrywek!”

Ahh, ta Wdowa to kiedyś była buńczuczna dziewczyna. Tutaj wyjątkowo punch związany był z (wtedy) aktualnymi wydarzeniami. Raperka z Warszawy wymierzyła lekkiego płaskiego w stronę Eisa, który pod koniec swojej raperskiej kariery umawiał się z Kasią Bujakiewicz. Eis nie tylko wyprzedził rap grę pod względem rapu, ale również jako jeden z pierwszych polskich MC’s uwikłał się w związek z gwiazdą tabloidów. No cóż, Eis co prawda przestał “relaksować się” z panią Bujakiewicz, ale do nagrywek już nie wrócił.

“Liczysz na to, lub inne ścierwa w stylu Edyty Górniak”

Na koniec jeszcze cytat z kawałka Ostrego. Dlaczego akurat o Edycie Górniak? Dziś jeden z serwisów plotkarskich zasugerował, że pani Edyta ma romans z młodszym o dwadzieścia lat raperem. To byłby dopiero hit! Jeśli to prawda, to już nie wnikam kim jesteś drogi raperze, ale pamiętaj żeby nie powielać zachowań Donatana.

Foto. Instagram/fau_enem

Zostaw komentarz

Felieton
Czego słuchał Zdzisław Beksiński?

Ostatnie kilka dni spędziłem (po raz pierwszy) w Bieszczadach. Zaliczyłem dwa szczyty (Halicz i Tarnicę), trafiłem na miejsca z serialowej Watahy, a przede wszystkim odpocząłem z rodziną u świetnych gospodarzy z „Chaty nad Wisłokiem”. Na ostatni dzień pobytu na Podkarpaciu zostawiłem sobie Sanok, którego zwiedzanie rozpoczęło się od zamku.

Nie ukrywam, że dosłownie przebiegłem przez piętra muzeum, by w końcu trafić na to najwyższe. To, którego namiastkę miałem okazję widzieć rok temu w Poznaniu podczas wystawy „Beksiński nieznany”. Teraz już w 100%, nie wersji „demo”, mogłem chłonąć prace artysty. Po przejściu pierwszego pomieszczenia z obrazami, trafiłem na jego pracownię, która została przeniesiona ze wszystkimi detalami z mieszkania do zamkowej sali. Od razu moją uwagę przykuły regały uginające się pod setkami płyt z muzyką.

Trzeba zacząć od tego, że muzyka w codziennej pracy Beksińskiego odgrywała ogromną rolę. To w jej głośnym „towarzystwie” tworzył swoje prace, i to pewnie też ona miała jakiś wpływ na jego późniejsze problemy ze słuchem. Muzyka w domu Beksińskich była obecna niemal cały czas, również za sprawą pasji syna Tomasza, legendarnego dziennikarza muzycznego. To jego audycji oprócz ulubionych kompozytorów Zdzisław Beksiński słuchał najczęściej.

Płyty, na które trafiłem były bardzo różne. Znaczącą część kolekcji tworzyły albumy XIX- i XX-wiecznych kompozytorów, spośród których Beksiński miał najczęściej słuchać min. Alfreda Sznitke, Franza Liszta, Johannesa Brahmsa, Gustava Mahlera, Antona Dvoraka, Cesara Francka, Henryka Góreckiego, Franza Schuberta czy Henryka Góreckiego. To oni, głównie reprezentanci romantyzmu, pomagali mu w tworzeniu dzieł.

Badałem się, nie mam przytępionego słuchu, ale odczuwam potrzebę, by muzyka dosłownie miażdżyła lub rozrywała na strzępy. Okazuje się jednak, że po czternastogodzinnym nieprzerwanym słuchaniu, tylko muzyka pozwala mi równocześnie przez cały ten czas malować i to na stojąco i nie zwracać w ogóle uwagi na zmęczenie – jest to stymulator silniejszy od kawy!

Źródło: Sztuka jako odcisk palca, „Nowy Wyraz”, kwiecień 1976

Artysta nie ograniczał się jednak do muzyki klasycznej, słuchał również bardzo dużo muzyki popowej i rockowej. Na półkach widziałem co najmniej kilkanaście, z czego część jeszcze zafoliowanych (często podwójnych egzemplarzy) albumów, na których widniało nazwisko Nicka Cave’a.

Było też sporo płyt założyciela „Genesis” Petera Gabriela, Marillion, Roxy Music czy The Moody Blues. Bardzo prawdopodobne, że większość z tych niesymfonicznych nagrań należała do syna Tomasza, który „królował” w temacie rocka i to on podsuwał je ojcu.

Co ciekawe sam Zdzisław również eksperymentował z tworzeniem muzyki (głównie za sprawą komputera), ale żaden z jego utworów nie został zaprezentowany szerszej publice. Beksiński miał nie być zadowolony z efektów i zniszczył nagrania.

Jeżeli chcielibyście przybliżyć sobie twórczość artystów, którzy najczęściej gościli w głośnikach „u Beksińskich” to najlepszą „drogą na skróty” będzie ścieżka dźwiękowa z zeszłorocznego filmu „Ostatnia rodzina”. Dwupłytowe wydanie dzieli się na część poświęconą ulubionym wykonawcom Zdzisława oraz Tomasza.

A wystawa jest „must see” podczas pobytu na Podkarpaciu. Imponuje szczególnie ilość dzieł, które można na niej zobaczyć.

Fot. Archiwum prywatne autora

Zostaw komentarz