Felieton,Hip Hop

To oni robią zdjęcia Twoim ulubionym raperom. Oto 5 fotografów, których musicie obserwować

Michał Szyndler -
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Michał Szyndler

To oni robią zdjęcia Twoim ulubionym raperom. Oto 5 fotografów, których musicie obserwować

Artyści dbają o wizerunek, zwłaszcza w social mediach. Mogłem sobie darować ten banał, ale jest to tak oczywiste, że zdarza nam się o tym zapomnieć. Przyjrzymy się dzisiaj tym cichym bohaterom, których praca często bywa pomijana. Oto pięciu fotografów waszych ulubionych raperów, których koniecznie musicie obserwować!

Kasia Mikołowicz (dscll)

Regularnie goszczą u niej chociażby Schafter, Żabson, Taco Hemingway, czy Otsochodzi. Jej prace wyglądają jak lookbook sprzed kilku dekad. Mógłbym powiedzieć, że mają ten vibe, który przypomina nam młodość naszych rodziców, ale to nie o to chodzi. W zdjęciach Kasi Mikołowicz nie ma pośpiechu. Wyglądają tak, jakby ci wszyscy, nieuchwytni bohaterowie mogli wreszcie na moment się zatrzymać. Wy też się przy nich zatrzymacie.

View this post on Instagram

🦋🦋🦋🦋🦋🦋🦋

A post shared by Kasia Mikołowicz (@dscll) on

Paweł Fabjański

Wystarczy powiedzieć tyle, że to człowiek odpowiedzialny, za okładki „Somy” i „Pocztówki z WWA”. Czyli chyba jedyne poza „Jarmarkiem” i „Europą” okładki, na których Taco Hemingway pojawia się osobiście, a nie pod osłoną zamaszystych pociągnięć pędzla. Poza Szcześniakiem, swoją okładkę powierzył mu również Wojtek Sokół.

Piotr Pytel (89’)

Podobały Wam się ostatnie zdjęcia z Instagrama Maty? No właśnie. Są one esencją koncertowego szału. Naturalizm. Ślady markera na skórze i krwi na zębach. Osiemdziewięć podchodzi tak blisko, jak tylko trzeba. A czasami nawet bliżej. Wszystko to po to, żebyście Wy też mogli się tak poczuć.

View this post on Instagram

zduny wracają na trasę

A post shared by 89’ (@osiemdziewiec) on

Daniel Krakowiak

Koncerty, trofea, „ruchy”. Krakowiak łapie raperów w akcji. Przechodzących z miejsca w miejsce, cieszących się z kolejnej (wstaw kolor) płyty. Albo skupionych przed kolejnym występem. Podglądanie raperów za kulisami to chyba to, czego najbardziej z tego wszystkiego możemy mu zazdrościć.

Wojtek Koziara

Ciężko napisać coś odkrywczego o zdjęciach człowieka, który z Quebonafide zwiedził chyba cały świat. U Koziary pojawiają się wszyscy. Polscy raperzy? Proszę bardzo. Tuż obok nich również ci zagraniczni. Sfera Ebbasta, Jaden Smith, Post Malone, G-Eazy i Travis Scott. Mało kto może się pochwalić tak bogatym portfolio. A wszystko to przeplatane niesamowitymi portretami ludzi, których Koziara spotykał podczas podróży m.in. po RPA, Japonii, USA i Meksyku, które wcale nie są mniej zjawiskowe, niż zdjęcia gwiazd światowego formatu.

fot. osiemdziewiec

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Czarny koń SBM Starter. Lubin naprawdę nadaje się do mainstreamu
Lubin - Handy (prod.Worek) ◾️ SBM Starter ◾️

W tym roku SBM Starter przyjął formę zorganizowanej akcji, która ma na celu wyłonienie raperów, którzy później podpiszą umowę z labelem Solara i Białasa. Po dwóch wypuszczonych kawałkach wyklarowała się para ewidentnych faworytów, ale jest jeszcze jeden zawodnik, który może nie błyszczy takimi wyświetleniami, a potencjał ma naprawdę spory.

Wyżej wspomniana dwójka to oczywiście Szczyl i fukaJ. Ten pierwszy może pochwalić się nie tyle najchętniej odsłuchiwanym kawałkiem edycji, co po prostu hitem wakacji, bo śmiało można powiedzieć, że „Banda” zasługuje na taki status. Drugi za to generuje spore wyświetlenia dzięki hype’owi, który jeszcze przed startem projektu zapewnił mu Quebo i Mata. Oczywiście, też ma ciekawą stylówkę, ale nie sądzę, by zebrał taką rzeszę fanów, gdyby nie namaściła go powyższa dwójka popularnych artystów. Trzeci pod względem liczby wyświetleń jest właśnie Lubin, który w mojej subiektywnej opinii oczywiście, powinien mieć ich znacznie więcej.

SBM Starter rozpoczął od „Syren”, które przyjęto z bardzo mieszanymi uczuciami. Był rozmach, ale przede wszystkim był też spory chaos, spowodowany głównie ciężkim do nawijki bitem. W efekcie Lubin nie wypadł na nim za dobrze, ale nie wydaje mi się, by ktokolwiek inny byłby w stanie poradzić sobie z nim lepiej, właśnie ze względu na specyfikę podkładu. Trzeba zaznaczyć, że raper i tak próbuje z niego wybrnąć bardzo przyzwoicie, często zmieniając i kombinując z flow, by wkleić się jakoś w bit. Trudno jednak było nie odnieść wrażenia, że Lubin zaczął wyścig o kontrakt SBM Label od falstartu, choć obecne wyświetlenia kawałka wskazują, że wcale nie było tak źle.

Swoją klasę pokazał jednak przy okazji „Handy”. Delikatny trapowy numer po prostu wpada w ucho, a gdy siedzisz na zewnątrz ze znajomymi z piwkiem w dłoni w trakcie zachodu słońca, wręcz nie potrafi z niego wypaść. Tu z kolei mamy już do czynienia z wyśmienitym bitem Worka i jak widać, gdy podkład siedzi, to siedzi też nawijka Lubina. W takiej stylistyce Lubaszenko odnajduje się znacznie lepiej i płynie razem z melodią, czemu najlepiej dowodzi po prostu klimatyczne nucenie, które mogło wypaść bardzo cringe’owo, a jednak pasuje do numeru jak ulał. Wskazują też na to wyświetlenia, których jest już ponad pół miliona.

Jeśli coś działa, to po co to zmieniać, prawda? Widocznie Lubin wyszedł z tego samego założenia, bo przy trzecim singlu również zdecydował się na vibe podobny do tego z „Handy”. Podkład zdecydowanie wyróżnia się przez gitarkę, ale jednak klimatem jest podobny do tego z wyżej wspomnianego kawałka i to akurat nie może dziwić, bo też zrobił go Worek. Patent na nawijkę też jest zresztą bliźniaczy. Tematyka raczej uliczna, ale zgrabnie ujęta, a flow melodyczne, swobodnie płynące z bitem. Nie mogło też zabraknąć jakiegoś nielirycznego elementu uzupełniającego, choć w tym wypadku nie mamy nucenia, a zwykłe, proste „pa pa pa”, które nie wszystkim się przyjęło, ale moim zdaniem bardzo dobrze leży w tym utworze.

Nie sprawdzając nawet innych numerów Lubina, można poznać jego stylówkę, gdyż wyraźnie wyklarowała się ona na dwóch najnowszych kawałkach ze Startera. Jego piosenki brzmią bardzo przyjemnie jako całość i mają w sobie mnóstwo zachodniego sznytu. Na przestrzeni dwóch ostatnich lat rapgra pokazała, że połączenie melodycznych brzmień z dużo mniej cukierkową, dosyć uliczną liryką sprzedaje się najlepiej, czego najlepszym dowodem są sukcesy Szpaka i Bedoesa. Moim zdaniem, odpowiednio poprowadzony przez label Lubin, przy zachowaniu i dopracowaniu tej stylówki może śmiało zahaczyć o poziom powyższej dwójki. No i tego mu życzę.

fot. kadr z klipu „Lubin – Handy (prod.Worek) ◾️ SBM Starter ◾️”, YouTube.com/SBMStarter

Zostaw komentarz

Hip Hop,Wywiad
Porozmawialiśmy z SOSO, składem, który musiał zmienić nazwę przez label Taco Hemingwaya
SOSO wywiad

Lil Doppin, Biegan, Kaczy, Majlo i Lil Gabin nagrywają razem już od kilku lat, ale to teraz – w 2020 roku – zaczyna się o nich mówić. Właśnie dołączyli do akcji chillwagon challenge, a pod swoimi singlami mają już po kilkaset tysięcy wyświetleń.

Z chłopakami z SOSO umówiłam się 13 sierpnia przed ich koncertem w warszawskiej Iskrze. Jeśli wtedy Was tam nie było, koniecznie musicie zobaczyć ich na żywo następnym razem. To grupa, która może nieźle namieszać w obecnej dekadzie!

Jak według was powinien brzmieć rap w 2020 roku?
Tak jak nasz! (śmiech) Tak jak SOSO.

Czym różnicie się od innych składów hip-hopowych?
Wydaje nam się, że inne grupy są jakimś zlepkiem. My się znamy prawie od zawsze, a jeśli nie, to jesteśmy dla siebie jak rodzina. Przede wszystkim jest między nami lojalność, braterstwo.
Lil Doppin:  Kaczego znam 7 lat, Gabina znam 3 lata. Ratowali mi życie w takich sytuacjach, w których bym już przymierał głodem.

Jak się poznaliście?
Lil Doppin: W harcerstwie Kaczego poznałem, wyobraź sobie!
Każdy poznał każdego w innym czasie, ale na pewno od dawna się kojarzył. Znaliśmy się już jakiś czas, bo w większości jesteśmy z Legionowa. Tylko Biegan jest z Bielan, z Warszawy.

Jak dzielicie się pracą w grupie?
Ogólnie Lil Doppin to szefu i robi najwięcej. Trzeba przyznać, ogarnia za nas wszystko. Ale jak przychodzi na przykład do robienia klipu, to zaangażowanie rozkłada się w miarę równomiernie. Każdy daje jakieś pomysły, a później je przegłosowujemy.

Często się spieracie?
Średnio co 15 minut. (śmiech) Ale to nie są spiny, które się sobie wytyka. To jest po prostu agresywna wymiana zdań; to takie kłótnie przyjacielskie, braterskie. One są potrzebne do rozładowania atmosfery. Lepiej się powyzywać, powiedzieć tę prawdę od razu w twarz, niż kryć i potem nagle po paru miesiącach powiedzieć, że coś nam nie pasowało.

Dlaczego SOSO towarzyszy akurat kosmiczny motyw?
To już się ciągnie za nami od czterech lat. Wcześniej była grupa Palermo 2020, która właśnie cechowała się takim kosmicznym stylem. Po prostu obraliśmy taką tematykę i tak już zostało. I nie jest to żadna podje*a od Gedza. Jakby ktoś chciał się przy*ierdolić, to my byliśmy już wcześniej.

Nie baliście się, że nazwa 2020 będzie zbyt mało oryginalna?
Ona też była od dawna. Miała przypieczętować to, że w tym roku będziemy osiągać, co osiągamy małymi krokami. A może już coraz większymi – rozpędzamy się! 2020 to jest rok, w którym będziemy w topie. Kminiliśmy jednak już dawno, żeby ją zmienić, bo obcinało nam zasięgi na YouTubie przez jakieś Hity Eska 2020.

Jak zareagowaliście, gdy okazało się, że label Taco Hemingwaya będzie nazywał się tak samo?
Już wcześniej dostaliśmy informację, że coś takiego będzie miało miejsce, ale w ogóle nie przyjmowaliśmy do wiadomości tego, że możemy robić rebranding tak szybko – mieliśmy zrobić to w 2021. Na początku zareagowaliśmy więc agresją, ale później ze spokojem zaczęliśmy rozważać nową nazwę i zachowaliśmy się odpowiedzialnie. Ostatecznie wyszliśmy z tego obronną ręką na plus i jesteśmy bardziej rozpoznawalni.

Dobrze przyjmowane single, udział w chillwagon challenge – na razie radzicie sobie świetnie. Skąd w was tak silne przekonanie, że osiągniecie sukces?
Mamy świadomość własnych umiejętności. Poza tym ze względu na emocje, jakie przekazujemy i na zaparcie też. Wydaje nam się, że gdybyśmy w to nie wierzyli, to po prostu to nie miałoby sensu. I by nie wyszło. Wierz w coś tak, jakbyś już to dostał. Musisz tak pracować, aby to osiągnąć.

Pandemia bardzo pokrzyżowała wam plany?
Tak… Rozkręciliśmy się już na początku tego roku. Mieliśmy grać support przed koncertem Malika Montany w Inowrocławiu i dwa dni przed dostaliśmy informację, że niestety wydarzenie się nie odbędzie. A koncerty akurat mieliśmy tak fajnie poustawianie co dwa tygodnie, trzy. Przez pandemię była też dłuższa przerwa na kanale. Prace nad klipem do „Signal” się przedłużały, do tego mieliśmy kupione bilety do Norwegii, żeby kręcić teledysk do „JLo”. Wszystko stanęło.

Nie wyciągnęliście z tej kwarantanny żadnych pozytywów?
Rozleniwiliśmy się, ale jednocześnie przemyśleliśmy, że trzeba działać. Dużo pomysłów wpadło, chociażby ten z chillwagonem. Generalnie długo się za to zabieraliśmy. Projektów było początkowo ze cztery, pięć, aż w końcu tydzień przed zakończeniem akcji stwierdziliśmy, że to robimy. Dzień przed oficjalną datą publikacji Lil Doppin nagrywał jeszcze ostatnie elementy swojej zwrotki. Także dość na spontanie to wyszło, ale dobrze, bo usiedliśmy w końcu razem i to zrobiliśmy.

Jakie macie plany na najbliższy czas?
Chcemy wypuścić parę singli i zobaczyć, jak się przyjmą. Jeśli bardzo dobrze, to zaczniemy prace nad albumem. Te były już dużo wcześniej, ale w końcu nic z nich nie wychodziło – z „Via Del Latte” też dawno zrezygnowaliśmy. Jesteśmy po prostu coraz lepsi i czekamy na odpowiedni moment, aby zająć pierwsze miejsce na OLiS-ie. Jak mamy wstrzelić się z debiutem na scenę, to z czymś takim, co usłyszy cała Polska, a nie tylko garstka z podziemia.

Chcielibyście w przyszłości być jednocześnie labelem?
Oczywiście, że tak. Chyba każdy raper o tym marzy. Pewnie z miarą rozgłosu się to stanie, na pewno coś w tym kierunku będziemy robili. Dużo osób w naszym środowisku zajmuje się muzyką i w sumie fajnie byłoby kogoś wziąć pod swoje skrzydła, ale tym momencie jest to bez sensu.

Macie jakiś wymarzony feat?
Kabe, Żabson… Travis Scott! Kizo jest spoko i by pasował do naszego klimatu. Reto… A i Białas. Dobra, SOSO x chillwagon po prostu i roz*ierdalamy Polskę!

fot. Maks Wójcik

Zostaw komentarz