Felieton,Hip Hop

Wciąż płonie żywym ogniem – Płomień 81 „Szkoła 81” [Recenzja]

Michał Fitz -
Felieton,Hip Hop - - Dodane przez Michał Fitz

Wciąż płonie żywym ogniem – Płomień 81 „Szkoła 81” [Recenzja]

Powroty bywają ciężkie. Szczególnie w rapie, który przecież ewoluuje w ostatnich latach niezwykle dynamicznie. Starsi artyści mogą mieć więc spore problemy, by odnaleźć się w nowych realiach. Onar i Pezet prawdopodobnie też by się z tym borykali, gdyby zdecydowali się wejść w buty swoich młodszych kolegów. Nie zrobili tego, pozostając w swoich skokach, nadając im jednak świeży, dziarski sznyt, dokładnie jak zrobili to 15 lat temu wydając kultowe już „Historie z sąsiedztwa”. Płomień znalazł wtedy rzekomo zgubione flow po raz pierwszy. Teraz robi to po raz drugi, o ile w ogóle kiedykolwiek je stracił.

Nic tutaj się nie zmienia

Skoro promocja płyty była oparta na remixach klasycznego „Powiedz na osiedlu” i jest luźną kontynuacją „Historii z sąsiedztwa”, mogliśmy przypuszczać, że album będzie traktował głównie o życiu na blokach. Jest to ostatnio znów popularny temat, bo przecież nie stronią od niego przedstawiciele młodego pokolenia, jak chociażby Kabe czy Szpaku. Ursynowscy weterani mają jednak na nie inne spojrzenie, które obarczone jest kilkudziesięcioletnią obserwacją tych zjawisk. Pomimo szerszej perspektywy i bardziej zmęczonych oczu, wnioski są te same. Pezet słusznie nawija w „Powiedz na osiedlu 2020”, że nic się nie zmienia, bo dominuje proza brutalnego, szarego życia, która czuć w wielu pojedynczych wersach, jak choćby: „Dzieciaki walą tu mefedron i to zapijają Tatrą” lub „łańcuszek z komunii też kończy w lombardzie na półkach”. Onar podsumowuje również sytuację na blokach bardzo wymowną linijką w numerze „Szkoła 81”: „Łatwiej było zostać raperem, ciężej pozostać człowiekiem”.

Słowa ważne od lat jak Biblia

Choć na płycie da się usłyszeć nowoczesny pazur, Płomień wyraźnie zaznacza, że to treść jest najistotniejsza. Cała „Religia” jest poświęcona tej tematyce i zwraca jednocześnie uwagę na obecne trendy w rapie, które choć mogą być jego elementem, nie powinny być jego filarami, jak na przykład popowe brzmienia czy modne, designerskie ciuchy. Jeszcze lepiej ten problem obrazuje jednak „Disco Polo”, które jest moim zdaniem najlepszym kawałkiem na całym albumie. W refrenie słyszymy użyty cytat Aviego z „Manifestu”, który od początku nastawia nas na mocne przesłanie kawałka, które uwypuklają jeszcze bardziej wymowne argumenty rzucane w zwrotkach, szczególnie tej nawijanej przez Włodiego. Weteran sceny brutalnie kwituje kondycję rapgry na obrazowych wręcz linijkach: „Drogi outfit nie pomaga, no bo słoma z butów nadal/ tylko hajsy, ciuszki sława, o czym innym nie pogadasz” lub „Rap urodził się na blokach, a dziś zdycha pod remizą”. Surowych, ale celnych spostrzeżeń nie brak też Aviemu, gdy nawija: „Gdzie jest realtalk, gdy co druga pi*da kłamie/Jak jest beef, to się cisną na Instagramie”.

Własna, nowa szkoła

Panowie zapowiadali, że chcieli, by płyta brzmiała świeżo, jednocześnie zaznaczając, że nie będą robić nic wbrew sobie, by było wystarczająco newschoolowo. Jak powiedzieli, tak zrobili. Album nie jest bowiem przepełniony staroświeckim, monotonnym boombapem, choć klasyczne bity też mają na nim swoje miejsce. „20 to już nie 04”, „Styl” czy wspomniana wyżej „Religia” mają bardzo oldschoolowe podkłady, ale są one na tyle wyważone przez nowsze klimaty, że nie można ich określić mianem zdziadziałych. Poza tym mamy na płycie niezwykle intrygujący, wręcz hipnotyzujący bit do „Disco Polo”. Znalazło się miejsce dla krwistych bangerów, jak w „Powiedz na Osieldu 2020” czy „Popiół”, a nawet dla nieco mrocznych brzmień, które możemy usłyszeć w kawałku „Woda taka głęboka”. Różnorodność bitów i dobre rozmieszczenie numerów na płycie sprawia, że jej słuchanie nie męczy ucha, a wręcz nęci je, zaciekawiając odbiorcę, co będzie dalej.

fot. kadr z klipu „Płomień 81 – Maradona (prod. PSR)”, YouTube.com/OnarTV

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
Cardi B w viralowym kawałku „Coronavirus”! Raperka przekaże pieniądze ofiarom pandemii

Pamiętacie, jak tydzień temu Cardi B zbyt emocjonalnie zareagowała na rozszerzającą się na świecie epidemię koronawirusa? Parę dni po tym DJ z Brooklynu, iMarkkeyz, wrzucił do sieci „okolicznościowy”, taneczny kawałek, w którym… zremiksował paniczną wypowiedź raperki. Z krótkiego nagrania, które Cardi udostępniła na swoim Instagramie, wyciął znamienną frazę „Coronavirus, shi* is real!”, która stała się motywem przewodnim utworu.

Ta szczególna część, kiedy mówi: „Coronavirus. Shi* is real! Shi* is gettin’ real! Ona ma coś w sobie – powiedział DJ w rozmowie z Genius.

Zrobienie remiksu w Abletonie miało zająć DJ-owi jedynie 15 minut, a numer szybko stał się viralem i wbił się na szczyt list w wielu krajach. Dodatkowo kawałek wypromowała w swoich social mediach także sama Cardi B, której jednak oficjalnie zabrakło w creditsach. Jak wytłumaczyła na Twitterze, pracują nad tym, aby umieścić w nim jej nazwisko oraz kontaktuje się z iMarkkeyzem i swoją wytwórnią, Atlantic, aby uzyskać pieniądze z kawałka.

Jedna z osób przy okazji zapytała również, czy iMarkkeyz i Cardi B planują w takim razie przekazać pieniądze zarobione na „Coronavirusie” na rzecz osób dotkniętych skutkami pandemii. Oboje artystów przyznało, że właśnie taki mają plan. Dobrze jest zatem to słyszeć! Chyba nie musimy już przypominać, że bardzo imponują nam dobre uczynki?

fot. kadr z klipu „Offset – Clout ft. Cardi B (Official Video)”, YouTube.com/Migos ATL

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Raprospekcja: „Kilka numerów o czymś” to ponadczasowy album?

W listopadzie minie już 11 lat od wydania pierwszego demo Małpy. Czy ten krążek przetrwał próbę czasu? Zdecydowanie. Jest to jeden z tych albumów, który można śmiało nazwać ponadczasowym. Trudno cokolwiek negatywnego powiedzieć o tym projekcie. „Kilka numerów o czymś” został uznany najlepszym rapowym albumem w 2009 roku. 3 lata po premierze uzyskał status złotej płyty, a pierwszy raz w historii sprzedało się 15 tysięcy egzemplarzy wyłącznie poza oficjalną siecią sprzedaży. Album można nabyć jedynie internetowo.

Te same odczucia?

Patrząc nawet na komentarze na YouTube pod numerami z tego albumu widać, że ludzie chętnie wracają do „Kilka numerów o czymś”. I to chyba najlepiej świadczy jak unikalny jest to projekt. Hip-hop mocno ewoluował od czasu wydania pierwszego demo Małpy, a mimo to wciąż świetnie się słucha każdego numeru z płyty. Łukasz rzucił mnóstwo kultowych linijek, zrobił to w swoim najlepszym stylu. Nagrał album, który za 10 lat dalej będzie słuchany przez wiele osób. Aż trudno uwierzyć, że to podziemna produkcja. A może to właśnie zaleta tego projektu.

Moim zdaniem, i pewnie nie tylko, to najlepsze co Małpa wydał w swojej rapowej karierze. Wyodrębnić najlepsze numery z albumu to nie jest łatwa sprawa. Ale wyróżnić chcę te, którym poświęciłem najwięcej czasu. Pierwszy numer jaki kojarzy mi się z płytą to „Nie byłem nigdy”. Kawałek jest w pewnej części o relacjach z kobietami, podejściu do płci pięknej, ale także o samym Małpie. Bezkompromisowo przekazane myśli, ale w ciekawy sposób. Nie są to puste, proste linijki tylko fajnie poskładane wersy. Zdarza mi się dość często wracać do tego kawałka. Czuć w nim szczerość, a co najważniejsze to wszystko ze sobą współgra. Generalnie połączenie tych bitów i nawijki Łukasza jest fenomenalne.

W numerze „Mógłbym” Małpa chciał dać upust swoim emocjom przelewając je na kartkę. Przynajmniej tak to odbieram. To jeden z tych utworów, w których artysta chce wylać w stu procentach z siebie to co czuje. Dać do zrozumienia słuchaczowi co go przytłacza i jakie dylematy mu towarzyszą w życiu. W ogóle nie słychać, że utwór został nagrany blisko 11 lat temu. Mówię tu o warstwie lirycznej, naprawdę można odnieść wrażenie, że ten numer jest z tego roku. Ciekawe jakby się przyjął w obecnych realiach.

Na koniec jeden z najpopularniejszych numerów z tego projektu, znany wielu słuchaczom, nie tylko rapu. Mowa oczywiście o numerze „Paznokcie”. Może kiedyś się dowiemy o jaki kolor chodziło… Sam utwór jest o miłości, o poznaniu czarującej kobiety. Małpa w swoim stylu opowiedział nam historię, rzucając przy tym szczere, dosadne linijki, które zapadają w pamięć. „Kilka numerów o czymś” to spójny album, pozbawionych pustych utworów. Dostaliśmy najlepszą możliwą wersję stylu Małpy, a w połączeniu z bitami jakie są na płycie – wyszło świetnie. Dziś można śmiało powiedzieć, że jest to demo ponadczasowe, do którego ludzie stale wracają. Oby więcej takiej muzyki.

fot. okłada płyty Małpa „Kilka numerów o czymś”

Zostaw komentarz