Hip Hop,News

Właśnie powstał pierwszy klub piłkarski z własną wytwórnią!

Michał Fitz -
https://www.instagram.com/om_records
https://www.instagram.com/om_records
Hip Hop,News - - Dodane przez Michał Fitz

Właśnie powstał pierwszy klub piłkarski z własną wytwórnią!

Wiele klubów sportowych znanych jest głównie ze swoich sekcji piłkarskich, ale znaczna większość z nich ma jeszcze wiele więcej zespołów w innych dyscyplinach. Kilka lat temu niektóre z nich zdecydowały się również na esportową ekspansję, zakładając drużyny składające się z graczy League of Legedns czy Counter-Strike’a. O krok dalej poszli Francuzi, którzy swój klub otworzyli również na muzykę, stawiając własny label.

Chodzi konkretnie o Olympique Marsylię, która dwa dni temu ogłosiła założenie swojej „sekcji muzycznej”, wytwórni OM Records. Oczywiście, klubowi bez odpowiedniego zaplecza trudno byłoby wejść na nowy rynek, dlatego nowy label jest owocem współpracy ze znaną, francuską wytwórnią BMG France, dla którego nowy twór będzie wydawnictwem podległym. Będzie więc tym samym, co 2115 Label dla SBM lub Def Jem dla Universala.

Wytwórnia stawia sobie podobne cele, co klub piłkarski, który ma na celu wychowanie młodzieży, by ta wybrała sport zamiast przestępczej ścieżki. W związku z tym OM Records ma stawiać głównie na wykonawców rapowych i tworzących R&B, ale nie będzie zamykało się tylko na te dwa gatunki w przypadku utalentowanej młodzieży. Wiemy już o pierwszym albumie, który zostanie wydany przez świeżutki label. Projekt nazywać się będzie „Vendredi 13”. Udzielić się na nim mają znani, reprezentujący Marsylię artyści tacy jak na przykład Soprano czy Jul.

Olympique jest pierwszym klubem, który zdecydował się na taki muzyczny krok, ale wydaje się, że na pewno nie ostatnim. Prawdopodobne jest, że tak, jak kilka lat temu wśród tych drużyn modny stał się trend otwierania sekcji esportowych, tak teraz pójdzie fala tworzenia wytwórni, a jak nie aż tak ambitnych struktur, to chociaż mniejszych projektów muzycznych. To dobrze, bo takie kluby dysponują gigantycznymi funduszami, które bardzo mogą pomóc w rozwoju i promocji artystom, którzy nie mogą sobie na to pozwolić.

fot. instagram.com/om_records

Zostaw komentarz

Udostępnij
Felieton,Hip Hop
Porównaliśmy najpopularniejsze zwrotki z pierwszej i drugiej edycji #hot16challenge. Przepaść między nimi robi wrażenie

Akcja, którą zapoczątkował Solar w 2014 roku, elektryzuje wszystkich słuchaczy polskiego rapu. Można powiedzieć, że jest to najbardziej wyczekiwany challenge na naszej rodzimej scenie, a szef SBM ostatnio zasugerował, że druga edycja wcale nie musi być ostatnią.

Postanowiliśmy sprawdzić, jakie są najpopularniejsze zwrotki w obu edycjach #hot16challenge. Rap na przestrzeni ostatnich lat w końcu bardzo się zmienił i jeszcze bardziej się spopularyzował, świadczą o tym zwłaszcza notowania OLiS, w których to właśnie dziś ten gatunek zwykle jest na piedestale. Dodatkowo odsłony na platformach streamingowych są również imponujące i artyści wykonujący inne gatunki mogą tylko pozazdrościć.

Pierwsza edycja

TEDE ~ 13 340 000 wyświetleń
Pierwsze miejsce raczej bez zaskoczenia, bo Jacek dał jedną z ciekawszych zwrotek. Jednak największą wisienką na torcie była nominacja Rycha Peji. Można powiedzieć, że ich zaczepki to już klasyk. TEDE nawinął w swój charakterystyczny sposób i widać, że przypadło to do gustu słuchaczom.

https://www.youtube.com/watch?v=fqlEjgD6wmg

O.S.T.R. ~ 7 770 000 wyświetleń
Tak jak pierwsze miejsce było dla mnie oczywiste, tak nie wiedziałem kto może zająć drugie. Okazuje się, że słuchaczom najbardziej podobała się zwrotka łódzkiego rapera. O.S.T.R. zaprezentował wachlarz swoich umiejętności, a przy okazji dobrze się przy tym bawił i to było słychać. Niezwykle pozytywny występ, w którym swoją zasługę pewnie ma również towarzyszący Adamowi syn. Przyjemnie się patrzy na ten rodzinny obrazek.

Słoń ~ 5 900 000 wyświetleń
Ostatnie miejsce na podium przypada reprezentantowi WSRH. Słoń raczej nigdy nie zawodzi swoich fanów, jeśli chodzi o muzykę. Jak widać, było tak też i tym razem. Całe podium składa więc się z raperów, którzy w 2014 roku już posiadali spory staż w branży. Czy w przypadku #hot16challenge będzie podobnie?

Druga edycja

Szpaku ~ 47 000 000 wyświetleń
Porównując najpopularniejsze zwrotki w obu edycjach, od razu widać przepaść pod względem odsłon. Przez 6 lat wiele się zmieniło, ale oczywiście z korzyścią dla hip-hopu. Mimo obecnych standardów, 47 milionów wyświetleń w nieco ponad 4 miesiące i tak robi wrażenie, prawda? Mniejsza o to, czy komuś się to podoba, czy nie. Takim wynikiem nie pogardziłby chyba żaden raper.

Young Igi ~ 18 945 000 wyświetleń
Tego, że między pierwszym a drugim miejscem będzie blisko 30 milionów różnicy, ani trochę się nie spodziewałem. Igor dał świetną zwrotkę nagraną w domowych warunkach. Aż chciałoby się usłyszeć kontynuację tego numeru. Kiedyś był dość spory hejt na jego twórczość, ale obecnie się to zdecydowanie odmieniło. I słusznie, co?

https://www.youtube.com/watch?v=YRqqaq6IwaI

TACONAFIDE ~ 14 800 000 wyświetleń
Na trzecim miejscu uplasował się największy rapowy boysband w Polsce. Niewiele im zabrakło do przegonienia Igora. Taco i Quebo nagrali #hot16challenge2 w taki sposób, że czuć od nich super energię i widać przyjaźń między nimi – to tak, jakby spotkało się dwóch ziomali, którzy chcą nagrać ze sobą luźny track i dobrze się przy tym bawić. I wyszło to naprawdę świetnie. TACONAFIDE 2 jest nieuniknione.

W przypadku tegorocznej edycji, najwięcej wyświetleń zgarnęli zdecydowanie młodsi raperzy, niż miało to miejsce w 2014 roku. Dość intrygujący jest fakt, dlaczego tak się to odmieniło. Zapewne niemała w tym zasługa rozwoju mediów społecznościowych. Rap ewoluuje i trudno przewidzieć, jak będzie wyglądał przy okazji trzeciej odsłony #hot16challenge. Mam nadzieję, że odbędzie się ona za jakieś 2-3 lata.

fot. materiały prasowe

Zostaw komentarz

Felieton,Hip Hop
Muzyk, który o muzyce nie wie nic – Vito Bambino „Poczekalnia” [RECENZJA]

„Poczekalnia” to solowy album Vito Bambino, zapowiadany jako odskocznia od pracy w zespole. Dla artysty miał być oddechem, a sam Vito o nadchodzącej jeszcze wtedy płycie wypowiadał się tak:

„Chciałem na chwilę wrócić do absolutnej wolności. W Bitaminie (…) nagle trafiłem na niewidzialny płot i dotarło do mnie, że nawet ten zespół mieści się w jakiś ramach”

Ale nadszedł czas, by te plany i zapowiedzi zweryfikować. Po pierwszym przesłuchaniu „Poczekalni” miałem wrażenie, że gdzieś to już słyszałem, a kolejne podejścia właściwie tylko mnie w tym przekonaniu utwierdziły. Nie zrozumcie mnie źle, nie jest to oczywiście wadą. Powiedziałbym raczej, że po „Poczekalni” spodziewałem się czegoś… innego, a dostaliśmy coś, co bardzo dobrze znamy.

„Poczekalnia” jest niezwykle spójna z poprzednimi albumami Vito nagranymi razem z Bitaminą. Dopieralski świetnie operuje głosem, jest w nim mnóstwo emocji. Czasami zanuci coś delikatnie (jak w „Bye Bye Kuba”), innym razem uderzy bardziej odważnie („Rampage”) albo krzyknie swoim charakterystycznym, nieco zachrypniętym głosem („Last Puff”). W każdym z tych wariantów czuje się dobrze, a przede wszystkim jest naturalny i absolutnie niczego nie można mu zarzucić.

Cały czas mamy również do czynienia z tymi samymi motywami, ale tym razem odtworzonymi przez innego człowieka – dojrzałego Vito, który musi wreszcie wziąć odpowiedzialność za pewne rzeczy w swoim (i cudzym) życiu. Na wcześniejszych albumach byliśmy świadkami dojrzewania Mateusza. Przewijały się w nich te same wątki, przefiltrowane oczywiście przez to, jak w danym momencie Vito patrzył na świat: miłość i kobiety, Bóg i moralność, zioło i inne używki, natura i – od kiedy pojawił się na świecie – syn Vito, Amar. W „Poczekalni” Dopieralski jest odważniejszy, niż bywał przedtem. O pewnych sprawach mówi bardziej otwarcie; zdradza trochę za dużo z wydarzeń, które miały miejsce na jego własnym ślubie… „Na moim ślubie była Coco/Na moim ślubie była Mary Jane” („L’amour”). Albo przyznaje się do tego, że jako muzyk, nie ma pojęcia o muzyce: „Jako muzyk o muzyce nie wiem nic/Co za nuta, czy debiutant, czy classic” („Wachania”).

O „Poczekalni” można więc powiedzieć tyle, że jest albumem trochę poszkodowanym przez nasze oczekiwania. Spodziewaliśmy się niespodzianek i fajerwerków, a dostaliśmy przyjemny, a przede wszystkim dobry album „w starym stylu”.

fot. genius.com

Zostaw komentarz