Hip Hop,News

„Yeezus” Kanyego miało nazywać się „Thank God For Drugs”

Kajetan Szewczyk -
Kanye West
Kanye West
Hip Hop,News - - Dodane przez Kajetan Szewczyk

„Yeezus” Kanyego miało nazywać się „Thank God For Drugs”

No dobra, tego raczej nikt się nie spodziewał. Jeden z najbardziej rewolucyjnych albumów w dyskografii Kanyego Westa, niesławny Yeezus – który przy okazji premiery mocno podzielił słuchaczy, a potem okazało się, że pan West znowu przewidział przyszłość i wiele osób z branży zafascynowało to minimalistyczne i dzikie brzmienie – miał pierwotnie nazywać się „Thank God For Drugs”. Choć wydaje się to szokujące (zwłaszcza dzisiaj, kiedy West jest już oficjalnie piewcą gospelu), to właściwie miało wówczas duży sens. Kanye zawsze balansował tematycznie na granicy sacrum i profanum. Ewentualnych korzyści płynących z życia i ewentualnych reperkusji podejmowanych decyzji. „Dziękuję Bogu za narkotyki” to chyba najkrótsze zdanie, które może ująć tę filozofię.

Pierwotnym założeniem podzielił się Joe Perez, projektant okładki albumu. Jeśli posiadacie oryginał, to pewnie byliście zdziwieni jego zewnętrzem, jak i wnętrzem/zawartością krążka. Płyta była bowiem wypuszczona w niesamowicie ubogo – ot pudełko z krążkiem zalakowane pomarańczową naklejką. Jak widać powyżej, to założenie było akurat bardzo podobne.

Dlaczego West zdecydował się na zmianę tytułu? Nie wiemy, ale pamiętamy kontrowersje, jakie były z tym związane i głosy o tym, że Kanyemu „odbiło”. Yeezus wzięło się oczywiście od ksywki Yeezy, a ta powstała w oparciu o – jakżeby inaczej – pomysł Jaya-Z. Jay zwykł mawiać o sobie w tekstach per Hova bądź Young Hov. To oczywiście wynik gry słów i połączenia „Jay” z „Hova”, co daje „Jayhova”, innymi słowy, „Jehovah”, JHWH, czyli po prostu „Bóg”. To tyle a propos manii wielkości obu panów.

Powyżej znajdziecie jedno z najciekawszych wykonań „live” numeru „New Slaves”. Kiedy teraz go słucham i patrzę na zawartość Thank God For Drugs Yeezusa, widzę co najmniej dwa uzasadnienia dla pierwotnego tytułu – mowa o numerach „Hold My Liquor” i „Guilt Trip”, choć w starym kontekście równie ciekawie wypadałaby „I Am God”, „Blood on the Leaves”, czy właśnie „New Slaves”. Jeśli zinterpretujemy tytułowe Drugs jako ogólnie środki zmieniające świadomość (a dobra materialne też wykrzywiają percepcję), a całe zdanie potraktujemy jako ironiczne, to całość wydaje się być bardzo smutną konstatacją – dobrze, że Bóg dał nam możliwość do ogłupiania się, bo moglibyśmy nie znieść prawdy.

Fot. z filmu „Kanye West’s speech on Ellen.” [youtube]

Zostaw komentarz

Udostępnij
Hip Hop,News
Sokół: Nie byłem nigdy typowany na człowieka sukcesu

Parę miesięcy temu Sokół został ambasadorem Samsunga i w ramach kampanii Na Twoich zasadach, promował serię Galaxy Note 10. Założeniem akcji było wychodzić poza konwenanse i działać – oczywiście – na własnych zasadach. Założyciel Prosto wystąpił także w cyklu krótkich wideo, a teraz w wywiadzie dla naTemat opowiedział szerzej o swoim podejściu do biznesu.

Zaczynając nie bałem się niczego, bo byłem młody, głupi i wydawało mi się, że wszystko jest oczywiste. To domena ludzi niedoświadczonych, wszystko wydaje im się łatwe. Im lepiej znasz się na czymś, tym więcej wiesz też o zagrożeniach. 

Mówi o początkach Prosto. Sokół nie miał w końcu żadnego doświadczenia, dlatego najtrudniejsze jego zdaniem było to, gdy firma zaczęła się rozrastać, a pieniądze w grze stawały się coraz większe. Jednak mimo tego, że zarządza jedną z największych marek streetwearowych, Wojtek nie czuje się biznesmenem.

Najlepiej czuję się w kreacji i szeroko pojętym wizerunku. Nie czuję się typowym biznesmenem, to określenie kojarzy mi się z kimś kto dobrze liczy, odkłada, rozważnie inwestuje (…) działam o wiele bardziej intuicyjnie. 

Przyznaje też, że w przeszłości zdarzało się, że nie był traktowany poważnie ze względu na to, że jest raperem. Ale początki i tak wspomina z nostalgią. Swoją drogą często żałował, że nie został… grafikiem.

Nie mam kompleksów, wchodzę i rozmawiam, jeśli czegoś nie wiem, to nie udaję, że wiem i nie robię z siebie idioty. Ale dziś to podejście do gościa w czapce i sportowej bluzie się zdecydowanie zmieniło, mam wrażenie, że ludzie po drugiej stronie stołu szanują profesjonalizm, a nie fajerwerki i fasadę.

Często żałowałem, że nie poszedłem drogą projektowania, które od dziecka było dla mnie ważne. Myślałem sobie, że grafik może siedzieć z laptopem na końcu świata na plaży i zamykać sobie po kolei projekty. 

Sokół opowiada także o tym, jakimi kryteriami kieruje się przy podejmowaniu współpracy, jakie ma zasady, i co sprawia mu przy tym największą radość. Jak się okazuje, muzyka, wytwórnia i marka odzieżowa to jeszcze nie koniec jego możliwości. Całą rozmowę możecie przeczytać TU.

W rodzinie nie byłem nigdy typowany na człowieka sukcesu, byłem raczej czarną owcą, choć nie jedyną. Fajnie jest czuć, że wbrew wielu przewidywaniom, całkowicie po swojemu, udaje ci się robić coś dobrze.

fot. kadr z klipu „Sokół – Rób to, w co wierzysz”, youtube.com/ProstoTV

Zostaw komentarz

Hip Hop,News
„Jestem wku##iony na siebie”. Nieprzyjemne przygody Kaliego w branży filmowej

Okres noworoczny to czas wszelkich podsumowań. Na te decydują się również niektórzy artyści, którzy za pomocą głównie mediów społecznościowych decydują się na streszczenie swojego roku i przy okazji podziękowanie tym, którzy najbardziej pomogli im w trakcie jego trwania. Na napisanie takiego wywodu zdecydował się również Kali. Jak mogliśmy przewidzieć, w jego podsumowaniu znajdują się wzmianki o nagranych w 2019 roku płytach i hucznym jubileuszu jego działalności, ale nie zabrakło też miejsca na gorzkie rozliczenia samego siebie oraz krytykę. Kalim najbardziej wstrząsnęło to, co spotkało go wraz z próbą wejścia do branży filmowej.

Pierwszy kwartał spożytkowałem na to, na co długo czekałem. Scenariusz do Krime Story. Tak! Ku#wa! Nareszcie. Po zakończeniu tekstu w wersji beta, oddałem go producentom, którym sprzedałem prawa do zrealizowania filmu. Do tego propozycja obsady w roli Krimea. Pico bello! Ruszyły przygotowania. […] Finalnie, straciłem kontrolę nad filmem Krime Story, zanim jeszcze rozpoczęły się zdjęcia. Straciłem również angaż do roli Krimea. Z tego co wiem, film powstał, ale jak wspomniałem beze mnie. Po oddaniu scenariusza, zostałem odsunięty od możliwości kontroli nad powstaniem filmu. To był, i dalej jest dla mnie cios i jestem wku#wiony na siebie, że dałem się podejść. Nigdy więcej. Zobaczymy jak sytuacja się dalej potoczy.

Film „Krime Story” miał być ostatnią częścią międzygatunkowego tryptyku, który Kali zaplanował sobie już kilka lat temu. Przy okazji wydania płyty „Krime Story” powstała również książka o tej samej nazwie. Kompozycję miał zamknąć właśnie film. Jak widać, nie uda się to, bo nawet jeżeli produkcja ostatecznie ukaże się pod tym samym tytułem, będzie miała raczej niewiele wspólnego z pierwotnym zamysłem artysty.

Fiasko Krime Story to jednak nie jedyny zawód, który spotkał Kaliego jeśli chodzi o branże filmową. Raper wystąpił przecież w filmie „Proceder”. Sam fakt przyjęcia propozycji, raczej jednoznacznie sugeruje, że projekt przypadł artyście do gustu. Jak się jednak okazuje, finalny efekt produkcji już go nie zadowala.

Wystąpiłem też w filmie PROCEDER, którego do dzisiaj nie widziałem… Pomimo pozytywnych recenzji odtwarzanej postaci, żałuję, że w nim wystąpiłem, bo pojawiają się w nim sceny, po których Tomek pewnie przewraca się w grobie. Mam na myśli scenę z lizaniem deski od kibla, pojara od policjanta i najważniejsze, namalowanie sprayem przez Pablo członka na plecach ukradzionego przez Tomka futra. Skradzione futro, finalnie miało wrócić do właścicielki z namalowanym fallusem na plecach (w tym był cały sęk i żart) jednak scena zwrotu została wycięta, stawiając mnie w negatywnym świetle, w kontekście niepisanych zasad, których się trzymam. W życiu bym się na to nie zgodził.

Tym samym Kali dołącza do grona raperów, którzy otwarcie krytykują sceny przedstawione w filmie. Wcześniej o niedorzeczności jednego z fragmentów wypowiadał się chociażby Kaczy, który w trakcie wywiadu dla KMWTV stwierdził: „Nie wiem co to za doradca doradzał. Jakiś ku#as narysowany na plecach. To jest jakiś dramat.” Na temat wyżej wspomnianych scen swoją opinię wyraził również Pih w trakcie rozmowy z PrzekoTV: „Scena zlizywania kokainy z kibla, czy malowanie kuta#a na plecach, takie rzeczy w naszym towarzystwie nigdy się nie pojawiły, nikt z nas”.

Choć pod względem muzycznym rok 2019 to dla Kaliego pasmo samych sukcesów, otarcie się o branże filmową okazało się spotkaniem z twardą ścianą. To chyba najlepszy sygnał, by jednak pozostał przy tym, co robi najlepiej. Tym bardziej, że wydanie trzech płyt w minionym roku wcale nie oznacza, że fani nie nabiorą apetytu na kolejną w tym. Zamiast więc zdzwaniać się z filmowcami i reżyserami, dużo lepszą decyzją będzie regularne odświeżanie kontaktów z Gibbsem, Magierą i Flvwlxssem.

Całe podsumowanie rapera możecie przeczytać tutaj:

Podsumowania roku to coś, czego skrupulatnie unikałem przez lata, bo zwyczajnie nie czułem takiej potrzeby. Ten rok był…

Posted by Marcin "Kali" Gutkowski on Friday, January 3, 2020

fot. kadr z klipu „KALI – 30 KMH (OFFICIAL V8T VIDEO)”, YouTube.com/KaliGanjaMafia

Zostaw komentarz